Tapczan rozkładany - mebel, który ratuje małe mieszkania

Z Centrum Dobroczynności Lekarskiej
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Ostatnia rada: nie bójcie się kolorów. Moja wersalka w butelkowej zieleni świetnie komponuje się z białymi ścianami i jasną podłogą. Na podłodze położyłam dywan w geometryczny wzór, który maskuje piasek i błoto. Na ścianie powiesiłam grafikę z mapą miasta, bo często planujemy wycieczki. Przedpokój stał się miejscem, które wita domowników i gości, a nie tylko korytarzem do przebiegania. Zmieściłam w nim wersalkę, szafę, lustro, blat i skrzynię, a wciąż mam miejsce, żeby swobodnie się ubrać. Wszystko dzięki konkretnym wymiarom i meblom z podwójną funkcją.

Ostatnio u znajomego w kawalerce zobaczyłam tapczan rozkładany w kolorze granatowym i od razu wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Po rozłożeniu zajmował prawie całą długość ściany, ale dzięki temu, że był wysunięty do przodu, nie blokował drzwi balkonowych. Po złożeniu wyglądał jak elegancka sofa, na której można usiąść z książką. Dla singla w małym mieszkaniu to rozwiązanie jest o niebo lepsze niż tradycyjne łóżko, które stoi na środku i zabiera cenną przestrzeń.

Łazienka w bloku to często królestwo wilgoci i bałaganu. Ja wyłożyłam podłogę gresem imitującym drewno – ciepły w dotyku i łatwy w czyszczeniu. Nad umywalką powiesiłam lustro z oświetleniem LED, które daje światło dzienne. Największym wyzwaniem było przechowywanie kosmetyków – kupiłam wąską szafkę na kółkach, która wjeżdża między wannę a sedes. Na drzwiach zamontowałam organizer na suszarkę i prostownicę. Unikajcie tanich półek z dykty – w wilgoci szybko pęcznieją. Lepiej zainwestować w aluminium lub szkło hartowane.

Małe metraże to pole minowe dla wyborów. W kawalerce 30 metrów narożnik może być jedynym meblem wypoczynkowym, ale blokuje możliwość postawienia stołu. Rozwiązaniem jest narożnik z funkcją spania, który po złożeniu daje dużą powierzchnię do siedzenia, a po rozłożeniu – łóżko dla dwojga. Tylko uwaga: jeśli wybierzesz model z pojemnikiem na pościel, pamiętaj, że dostęp do niego wymaga podniesienia siedziska – to uciążliwe, gdy masz na wierzchu poduszki. Lepiej kupić oddzielny schowek na koc. Kanapa z funkcją spania bez schowka jest lżejsza i łatwiejsza do przesunięcia, co przydaje się przy sprzątaniu.

W małych mieszkaniach problemem jest też przechowywanie pościeli. Pamiętam, jak u mojej siostry goście spali na kanapie, a koce i poduszki lądowały w kartonach pod łóżkiem, bo nie było innego miejsca. Tapczan rozkładany często łączy się z funkcją łóżka z pojemnikiem na pościel, co jest zbawieniem dla osób, które nie mają dodatkowej szafy. W praktyce wygląda to tak, że pod tapczanem znajduje się spora skrzynia, gdzie bez problemu zmieścicie dwie kołdry, cztery poduszki i zapasowy koc. To rozwiązanie oszczędza miejsce i nerwy, bo wszystko macie pod ręką.

Kuchnia w bloku bywa wąska jak korytarz. Moja ma ledwie dwa metry szerokości. Zamiast standardowych szafek górnych, zamontowałam otwarte półki – to optycznie powiększa przestrzeń. Blat zrobiłam z litego dębu, bo łatwo go odnowić. Pod spodem wsunęłam szuflady na garnki z systemem cichego domykania. Największym problemem było przechowywanie desek do krojenia i przypraw – rozwiązałam to magnetycznym paskiem na ścianie. Dzięki temu wszystko mam pod ręką, a blat jest wolny. Jeśli macie mało szafek, pomyślcie o wieszaniu naczyń na hakach – to też element dekoracji.

Wielu z was pewnie zastanawia się nad różnicą między tapczanem rozkładanym a kanapą z funkcją spania. Otóż klucz tkwi w mechanizmie i budowie. Kanapa z funkcją spania często ma cienki materac, który składa się w ramach siedziska, podczas gdy tapczan rozkładany oferuje pełnowymiarowe legowisko z oddzielnym materacem. To sprawia, że tapczan rozkładany jest wygodniejszy na co dzień, zwłaszcza jeśli planujecie spać na nim regularnie. Z kolei wersalka to już inna bajka - często ma metalowy stelaż i jest mniej stabilna, więc jeśli szukacie czegoś na dłużej, lepiej postawić na tapczan z solidnym mechanizmem.

W małym przedpokoju największym wrogiem jest podłoga. Gdy leżą na niej buty, od razu robi się bałagan. Zamiast tradycyjnej szafki bucikowej zamontowałam wąskie półki na wysokości 15 cm od podłogi, akurat na klapki i trampki. Nad nimi zawiesiłam listwę z haczykami, ale nie byle jaką. Wybrałam taką z regulacją wysokości, żeby kurtki dziecięce wisiały niżej, a moja pikowana kurtka puchowa nie tarła po podłodze. Pod spodem położyłam wycieraczkę z gumy, która zbiera wilgoć, a nie tylko pył. I wiecie co? Przestałam potykać się o adidasy.

Kolor ścian wybrałam po długich wahaniach - jasny beż z lekkim odcieniem szarości, który optycznie powiększa przestrzeń i nie kłóci się z musztardową tapicerką welurową. Na podłodze położyłam wielkoformatowe płytki imitujące beton, które są łatwe w utrzymaniu czystości i nie boją się wilgoci. Fugi wybrałam w kolorze płyt, żeby nie zbierały brudu. Listwy przypodłogowe są niskie i białe, co ułatwia mycie podłogi bez zaginania się przy ścianach.