Jak dobrać kolory do salonu

Z Centrum Dobroczynności Lekarskiej
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Na koniec mała refleksja: wersalka to mebel, który ewoluuje razem z twoimi potrzebami. Na początku może być wyłącznie kanapą do siedzenia, potem awaryjnym łóżkiem dla gościa, a w końcu głównym miejscem do spania w kawalerce. Dlatego wybieraj z myślą o przyszłości, ale nie zapominaj o codziennej wygodzie. Zastanów się, jak często będziesz ją rozkładać, czy masz miejsce na pościel i jaki styl pasuje do reszty wnętrza. Jeśli podejdziesz do tego z rozwagą, unikniesz rozczarowań. Ja po latach prób i błędów wiem, że dobry wybór to taki, który cieszy oko i nie wymaga kompromisów w kwestii snu.

Wybor mebli tapicerowanych do kuchni to byl eksperyment. Postawilam na tapicerke welurowa w kolorze musztardowym na krzeslach, co dodaje ciepla surowej przestrzeni. Welur jest latwy w czyszczeniu - wystarczy wilgotna sciereczka, a plamy z kawy znikaja bez problemu. Do tego zamowilam stelaz listwowy pod materac piankowy w lozku gosciennym, bo chce, by kazdy spal wygodnie. Materac piankowy o grubosci szesnastu centymetrow to podstawa - nie zapada sie, a jednoczesnie jest na tyle cienki, ze miesci sie w pojemniku. Mechanizm DL w kanapie sprawia, ze rozlozenie zajmuje dziesiec sekund, a nie jak w starych modelach - walka z paskami. To wszystko wymagalo precyzyjnych pomiarow, bo w malej kuchni kazdy centymetr jest na wage zlota.

Kiedy stalam w srodku swojego nowego mieszkania, patrzylam na kuchnie, ktora wygladala jak z lat dziewiecdziesiatych - flizowe plytki w kolorze lososiowym, szafki z forniru imitujacego dab i blat, ktory pamietal czasy PRL-u. Wiedzialam, ze czeka mnie remont kuchni, ale nie mialam pojecia, ile decyzji bede musiala podjac. Zaczynalam od zera, bez budzetu na projektanta, wiec cala odpowiedzialnosc spadla na mnie. Zaczelo sie od pomiarow - kazdy centymetr mial znaczenie, bo moja kuchnia to zaledwie szesc metrow kwadratowych. Zdecydowalam sie na uklad w ksztalcie litery L, z lodowka po jednej stronie i kuchenka po drugiej. To byla pierwsza lekcja - plany na papierze zawsze wygladaja lepiej niz w rzeczywistosci.

Open space to też walka o prywatność. Kiedy gotuję, a w salonie dzieci oglądają telewizję, hałas potrafi być nie do zniesienia. Rozwiązałam to tak – nie stawiam telewizora naprzeciwko kuchni, tylko na bocznej ścianie. Dźwięk nie leci wprost na mnie, a ja mogę spokojnie kroić warzywa. Do tego dołożyłam rolety rzymskie w oknach – nie tylko blokują słońce, ale też tłumią trochę pogłos. Inny patent to wyspa kuchenna z blatem z konglomeratu – jest cicha, nie brzęczy jak stal, a do tego łatwo ją utrzymać w czystości. Na wyspie mam też wbudowaną deskę do krojenia i zlew, co oszczędza miejsce. Przy okazji – jeśli planujecie wyspę, zróbcie ją z miejscem na nogi, żeby można było postawić stołki. U mnie stoją cztery, ale rzadko używamy ich wszystkich – zazwyczaj jemy na kanapie.

Prawdziwym wyzwaniem okazalo sie przechowywanie wszystkich naczyc ktorych uzywam na co dzien. Zastosowalam szuflady z pelnym wysuwem i system cichego domykania. W jednej z szafek zrobilam specjalna przestrzen na deski do krojenia i blachy do pieczenia. Organizer na przyprawy przykleilam do wewnetrznej strony drzwi szafki nad kuchenka. Dzieki temu mam wszystko pod reka podczas gotowania a blat pozostaje wolny. Male metraze wymuszaja kreatywne rozwiazania dlatego zainstalowalam wieszak na kubki pod szafka wiszaca. Wykorzystalam tez boczna sciane szafki na haczyki na sciereczki i lapki kuchenne. Kazdy centymetr ma znaczenie gdy masz tylko osiem metrow do dyspozycji.

Kolejna rzecz, która mnie zaskoczyła, to problem z przechowywaniem. W otwartej przestrzeni każdy bałagan widać od razu – nie ma drzwi, za którymi można schować stertę ubrań czy starych gazet. Musiałam kombinować. W jadalni postawiłam ławę z dużym blatem, która jednocześnie jest skrzynią – mieszczą się tam wszystkie obrusy i serwetki. W kuchni zrezygnowałam z górnych szafek na rzecz otwartych półek, ale to był błąd – kurz osiada na wszystkim, a ja spędzam soboty na przecieraniu każdej butelki. Zamiast tego lepiej zainwestować w szafki z cichym domykaniem i kilka designerskich pudełek na drobiazgi. Znalazłam też miejsce na wersalkę pod ścianą – to taka mała kanapa, która w razie potrzeby zamienia się w łóżko dla jednej osoby. Ma stelaz listwowy, więc materac nie zapada się jak w tanich modelach. Na co dzień służy jako siedzisko w kąciku do czytania.

Kolejny etap to wybor blatu. Chcialam kamien naturalny, ale cena mnie przerosla, wiec postawilam na konglomerat kwarcowy w kolorze antracytu. To byl dobry wybor - jest odporny na plamy i cieplo, a przy tym lico wyglada elegancko. Zamontowalam go samodzielnie z pomoca szwagra, co bylo wyzwaniem, bo blat wazy ponad trzydziesci kilogramow. Pod blatem znalazlo sie miejsce na zmywarke - waska, bo tylko czterdziesci piec centymetrow, ale wystarczajaca dla dwoch osob. Do tego kuchenka indukcyjna z czterema polami, ktora wymagala nowego okablowania. Elektryk powiedzial mi, ze stare instalacje w bloku z lat siedemdziesiatych nie wytrzymaja obciazenia, wiec musialam wymienic kable w calej kuchni. To zwiekszylo koszt o dwadziescia procent, ale bezpieczenstwo przede wszystkim.